czwartek, 30 czerwca 2011

Dzień 21

 
tup, tup, tup...
Gdy dzieci maja roczek są małymi łazikami, wszędzie ich pełno. Gorzej niż z kotem. Otwierasz drzwi a maluch jest już po drugiej stronie. Otwarta deska sedesowa? Grzebu, grzebu. Wyciągamy śmieci z kosza, jemy okruszki z podłogi, rozpieprzamy gitarę ojca napierdzielając w nią kablem od lampki. Lekarstwa mamusi, mniam, mniam... Tabletki do zmywarki, czemu nie? Rolka papieru toaletowego ma długość od łazienki do pokoju, he, he, he...
Gdy dzieci mają roczek to są takie słodkie, że chciałoby się je schrupać...
Gdy mają siedem lat... żałuje się, że nie schrupało się ich gdy miały roczek... :)

środa, 29 czerwca 2011

Dzień 20

Do czego służy dłoń?
Do witania, do drapania się w tyłek, do pracy na laptopie, do pokazywania środkowego palca, do dłubania w nosie, do grzebania w ... i trzymania czereśni :)

wtorek, 28 czerwca 2011

Dzień 19

-Powiedzcie: co się robi z czarownicami ? - Pali się ! Pali się ! - A co jeszcze się pali ? - Więcej czarownic ! - Drewno. - A zatem dlaczego czarownice się palą ? - Bo są z drewna ? - Dobrze ! Zatem jak sprawdzimy, czy ona jest zrobiona z drewna ? - Zbudujemy z niej most ! - Ale czy nie buduje się mostów także z kamienia ? - Ano tak. - Czy drewno tonie w wodzie ? - Nie, nie. Pływa. ... Wrzucić ją do stawu ! - Co jeszcze pływa w wodzie ? - Jabłka ! Małe kamyki ! Porcelana ! Sos ! Matka Terry`ego ! Świerszcze ! Ołów !
- Kaczka ! - Właśnie. Zatem - logicznie rzecz biorąc... - ... jeśli ona waży tyle, co kaczka, to jest zrobiona z drewna... - ... a co za tym idzie... ? - ... jest czarownicą !!!


Była u nas dzisiaj czarownica, ale jako że nie mieliśmy pod ręką kaczki i dostatecznie dużej wagi, musieliśmy ją wypuścić. Pewnie teraz zmieni mnie w traszkę...

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Dzień 18


O jakie fajne dziecko, jakie milutkie! Wykapany tatuś...
A kim będzie w przyszłości? Takie pytania często padają z ust ciotek, wujków, mam, babć, znajomych, przyjaciół i całej masy rożnych ludzi. - No bo wiecie, w dziecko trzeba inwestować od maleńkości. Odkładać na emeryturę od maleńkości, uczyć języków od maleńkości (najlepiej 3 na raz), posyłać na lekcje sawułarwiwru (czy jak to się tam nazywa).- Będzie kim zechce - odpowiadamy. - Ale jak to - dziwią się ludzie. - Ano Tak to. - Może lekarzem? - Nie - Może prawnikiem - Nie - Może sportowcem, lotnikiem, naukowcem, politykiem? - Nie - No to jak? Nie chcecie, żeby wyrósł na kogoś znaczącego? - Nie, chcemy, żeby został, kim zechce. Jak chce to niech grabarzem zostanie, byle był szczęśliwy.
No... mógłby ewentualnie na gitarze grać... Bo taki grabarz z gitarą... Fajny gość, nie? 

niedziela, 26 czerwca 2011

Dzień 17



Oooo! Bocian, bociek, bociuś... Niektórzy w niebie upatrują zjawisk nadprzyrodzonych, a to manna spadnie, a to w kogoś grom pier... ekhem, uderzy. Różne bogi siedzą u góry i zsyłają na ludzi różne dobrodziejstwa oczywiście jeśli ludki modlą się o to, bo jak się nie modlą to nic nie dostaną (jak się modlą to też rzadko). Na wybrańców spływają z nieba łaski, bogactwa, szczęście. I to pod każdą szerokością geograficzną. A co może spaść na zwykłego człowieka z krakowskiego nieba? Gówno (najczęściej gołębie).

sobota, 25 czerwca 2011

Dzień 16

Każdy prawdziwy artysta koniecznie musi mieć swoja muzę. Leonardo miał Damę z gronostajem, Jan Vermeer Dziewczynę z perłą. Bethoven komponował dla jakiejś Elizy, a Chopin dla podstarzałej rozwódki. Toulouse-Lautrec miał nie jedną, a całe stado paryskich kurtyzan, a Warhol zachwycał się Merlin Monroe. Ja jako rasowy wieśniak mam muzę w osobie baby z burakami.

piątek, 24 czerwca 2011

Dzień 15


Skąd sie biorą dzieci? No skąd, ja się pytam?
Jedni twierdzą, że przynosi je bocian. Bzdura!
Inni, że z głupiego gadania: „Ty to tak pieprzysz…”. Nic podobnego!
Kolejni, że za karę: „bądź grzeczny i trzymaj ręce przy sobie”. Guzik prawda!
Jeszcze inni, że z komórek, ale jakiej marki, to już nie dodają!
Pozostali nic nie mówią, tylko się głupio uśmiechają.

A ja wam mówię, że dzieci z kapusty wyłażą! I mam na to niezbite dowody!
*Opis © Maciejowa

czwartek, 23 czerwca 2011

Dzień 14






Gdzieś w szczerym polu (widział ktoś kiedyś nieszczere?) Stoi wieża. Tam podobno myszy Popiela zjadły. Ale to było dawno i nieprawda. Wieża stoi daleko i nad jeziorem. Nie mamy takiej ani podobnej w Krakowie. Nie mamy jeziora. Mamy za to nową wieżę ciśnień, a za jezioro posłużyły zarośla (brzmi lepiej niż krzaki). Na budynku znajdują się anteny (ciekawe), a w krzakach można... (interesujące).

środa, 22 czerwca 2011

Dzień 13

Lekko zwiędnięty słonecznik w ręku faceta w okolicach 40. Z jednej strony widok niecodzienny, a z drugiej co jest dziwnego w kawałku zielska w ręku chłopa? Bo to zielsko jest z wdzięczności (podobno), bo to zielsko jest z serca (tak mówią), bo to zielsko już dłużej nie mogło czekać w wiaderku z wodą (najczęściej). Każdy z nas ma jakieś zajęcie. Jedni robią kasę, inni głupie miny, jeszcze inni robią pod siebie. Każdy z nas ma jakąś pracę. Taką od poniedziałku do piątku. Znacie to?: "Ech, znów do roboty...", "Jeszcze godzina i fajrant...", "W końcu piątek!", "Kur*a, jak ja nienawidzę tej pracy..." Znacie... Co ma z tym wspólnego Gościu ze słonecznikiem? Nic. Od niego nigdy nie usłyszycie takich słów. Mimo, że zmęczony, mimo, ze ludzie psy wieszają na Nim i jemu podobnych (choć sami ledwo potrafią zdanie poprawnie sklecić), mimo tego, że zarabia śmieszne pieniądze... Nie usłyszycie od Niego złego słowa na swój los i nigdy go nie zrozumiecie.
Ten facet kocha swoją pracę.
Ten facet jest nauczycielem.

wtorek, 21 czerwca 2011

Dzień 12

Bziuuumm!, na rowerku, bziuuuummm!
Ulicami Kazimierza i Starego Miasta. Spódnica po babci podwiewana przez wiatr lub spodnie po ojcu spięte u dołu drewnianymi (koniecznie) spinaczami do bielizny. Torba na ramieniu, mglisty wzrok i zadarty nos Nieważne, że dziury. Nieważne, że niezgodnie z przepisami. Nieważne, że łańcuch spada, wachlarz się telepie, rama zardzewiała, a przekładnia piszczy jak przydeptywana mysz (przynajmniej takiego nikt nie ukradnie). Nieważne, że źle ustawione siodełko i brak dzwonka, a pojazd nabyty pod Halą Targową (Panie, nie kradziony, no skąd! Od kuzyna z Holandii przywiozłem) lub po dziadku (opcja full wypas).
Ważne, że jest lans.
Ważne, że po krakowsku.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Dzień 11



Wieczorem, kiedy zapalają się pierwsze światła na ulicach i mieszkaniach, kiedy spada częstotliwość przejeżdżających tramwajów, kiedy zachodzące słońce zabiera ze sobą męczący miejski skwar, a dzieciaki wracają z podwórek i boisk do domów (choć tak naprawdę nigdy tam ich nie było bo nabijały skilla w kolejnym levelu) i tak po prostu kiedy robi się ciemno, budzi się do życia Wielki Beton. Wielki Beton ma przed sobą trudne zadanie przenocowania w swoim wnętrzu setek (a może tysięcy) zapasionych brzuchów, śmierdzących stóp, mądrych głów, rozdartych paszcz, wrażliwych dusz, przedsiębiorczych bab i wiecznie nienauczonych studenciaków aby rano znów mogli wstać i z ochotą (a częściej bez) ruszyć do boju o kasiorę (której wiecznie mało) i ideały (o których zawsze zapominają). Dobranoc Wielki Betonie. Rano otwórz okna aby usunąć nocny smrodek po nas - Twoich Wiernych Lokatorach.

niedziela, 19 czerwca 2011

Dzień 10

 
Kiedyś, dawno temu ludzie postanowili wybudować wysoką wieżę. Bardzo wysoką, aż do nieba. Chcieli pokazać Temu u Góry... dokładnie nie wiadomo co mu chcieli pokazać ale ooo jak mu pokazali. To im pomieszał języki żeby się nie mogli dogadać. Nie skończyli budowy. Po wielu latach znowu zaczęli budować, lecz tym razem nie z kamienia ale ze stali. Zamontowali anteny, udoskonalili wynalazki, wdrożyli technologie, udoskonalili pomysły, przełamali bariery. Pełny zaciesz :-) Siedzą teraz przed komputerami, rozmawiają przez telefony, prowadzą wideokonferencje. Gdy spotkają się na ulicy nie potrafią już normalnie porozmawiać.
Taka współczesna Wieża Babel.
Internet.

sobota, 18 czerwca 2011

Dzień 9


Podczas nauk przedmałżeńskich u jednej oświeconej starej panny dowiedzieliśmy się, że każdy ma swojego anioła stróża, który jest bardzo, bardzo ważny. Taki ważny, że ja pierdziu. I musimy się ze swoimi aniołami zaprzyjaźnić i nadać im imiona. Przedstawiam wam więc mojego anioła stróża. Nazywa się Stefan. W czasie wolnym od stróżowania stoi na cmentarnym nagrobku w Grybowie i próbuje udawać poważnego anioła. Ale jest głupi. Kiedyś powiedział, że dałby sobie za mnie rękę uciąć. I teraz nie ma ręki.

piątek, 17 czerwca 2011

Dzień 8


Jest Kraj Kwitnącej Wiśni. Są lody wiśniowe. Jest wino "wiśnia" i wiśniowa szminka. Moje dwa pierwsze samochody były wiśniowe (a właściwie wiśniowo-rude). Pijak ma wiśniowy nos. Ktoś moze że być "wiśnią". Moze być tez zwykła wiśnia czyli owoc rosnący na drzewie. Te dwie elegantki wyrosły w ojcowym ogrodzie i na wiesc, ze są takie ot zwyczjne mocno sie zaczerwieniły ze złości.

czwartek, 16 czerwca 2011

Dzień 7


Nadchodzi koniec roku szkolnego. Dziś komers czyli pożegnalna impreza "Pryszczy"*. Baloniki, serpentyny i te sprawy. Pomimo, iż dzieciaki uwielbiają stroić miny do "słitaśnych" fotek umieszczanych potem na fejsbukach i innych tego typu wynalazkach ten egzemplarz zadbał skutecznie o ochronę tożsamości zakrywając swoją urodziwą paszczę żółtym jak dzisiejsze słoneczko dmuchanym elementem gumowym :)

*Pryszcz - uczeń gimnazjum

środa, 15 czerwca 2011

Dzień 6

 

Miało być zaćmienie księżyca. Nie wyszło
Miał być kiczowaty zachód słońca. Nie ma (za mało kiczu w kiczu)
Miała być Castorama, Auchan i komin. Nie udało się
Są za to smutne kamienne pyski pomnika tragedii (tragicznego pomnika?) i smutne i nijakie i jakoś tak...

wtorek, 14 czerwca 2011

Dzień 5

Hot town, summer in the city
Back of my neck gettin' dirt and gritty
Been down, isn't it a pity?
Doesn't seem to be a shadow in the city
All around people looking half-dead
Walking on the sidewalk, hotter than a matchhead

Joe Cocker

http://stormbringer.wrzuta.pl/audio/75p4Tx4MiPp/joe_cocker_-_summer_in_the_city

poniedziałek, 13 czerwca 2011