poniedziałek, 31 października 2011

Dzień 144

Po trzech tygodniach (sic!) zmagań udało się. Pokój posprzątany. Wszystko poukładane na półkach, na podłodze nie na już: resztek jedzenia / rzygów / kupy / zabawek / ubrań / książek.* W końcu nie ma ozdoby w postaci suszarki na pranie (łącznie z wszechobecnymi skarpetkami ojca, majtkami matki i śpiochami młodego) Jest tak pięknie i czysto, że aż postanowiłem zrobić zdjęcie! I pewnie pozostanie tak tylko na zdjęciu bo jutro do południa Tosiek zrobi znowu taki bajzel, że szkoda gadać.
*niepotrzebne skreślić ew. nie skreślać nic

5 komentarzy:

  1. Ktoma pszczoły, ten ma miód. Kto ma dzieci ten ma smród! Niestety taka prawda.

    OdpowiedzUsuń
  2. dzieci to ciagle sprzatanie, pranie prasowanie, katar po kolana, nocne wstawianie, przewracanie sie...
    wszystko przed toba.
    good luck
    berta

    OdpowiedzUsuń
  3. "Anonimowy pisze...
    Kto ma pszczoły, ten ma miód. Kto ma dzieci ten ma smród! Niestety taka prawda.
    1 listopada 2011 00:21"

    Owszem to prawda, ale dlaczego niestety? Wychowywanie dzieci to wspaniała przygoda!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ładnie czyściutko, dobrze że Tosio jeszcze nie maluje farbami po wykładzinie, był by piękny abstrakcyjny obraz!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawie zapomniałam, że macie tak dużo miejsca w pokoju ;-P

    OdpowiedzUsuń